wtorek, 30 maja 2017

5 wymyślonych przeze mnie fabuł powieści

Hej Wam :).

Jak widzicie powróciłam do bardziej regularnego zamieszczania postów na blogu. Dzisiaj post trochę nietypowy i trochę szalony. Będzie się w nim znajdowało 5 wymyślonych przeze mnie opisów powieści . Chciałabym, żeby kiedyś takowe książki się ukazały haha :D. Napiszcie mi później w komentarzu, którą książkę <jeśli by oczywiście takowa istniała> z tych pięciu przeczytalibyście najchętniej.

Zaczynamy! :D


1) Kroki Ohayo
gatunek: powieść przygodowa

Grupa przyjaciół z Nowego Orleanu wybrała się na wakacyjną podróż do Australii. Podczas zwiedzania Parku Narodowego Kakadu jedna z dziewcząt - Alice wpada do przepaści pomiędzy dwoma skałami. Przyjaciele nie mogą jej sami w żaden sposób wyciągnąć pomóc, więc ruszają by poszukać pomocy. Dziewczyna szczęśliwie zsunęła się pomiędzy blisko położonymi skałami, nie doznała większego uszczerbku. Nie mogła jednak w żaden sposób dostać się spowrotem na górę. W oczekiwaniu na ratunek zaczęła, przyświecając sobie latarką, rozglądać się po miejscu, w którym się znalazła. Wewnątrz skały były wyżłobione z obu stron. Na jednej z nich Alice dostrzegła napisy w nieznanym jej języku. Pod inskrypcją ujrzała niewielkie wgłębienie i postanowiła włożyć w nie swą rękę...

2) Dziecko ze szramą
gatunek: dramat

Podczas II wojny światowej 13-letnia Agathe - pół niemka-pół romka mieszka wraz ze swoją macochą i babką we Frankfurcie. Jej matka zginęła podczas zmasowanego ataku nazistów na Mszy katolickiej, gdy dziewczynka miała 11 lat, natomiast ojciec walczy pod dowódctwem Fedora von Bocka gdzieś pod Moskwą. Pewnego dnia Agathe wybiera się na strych i odkrywa tam dokumenty poświadczające, że jej macocha - pozorująca na antysystemowca i wzorową katoliczkę, jest członkinią partii NSDAP, a co więcej jeszcze przed wojną brała udział w spisku przeciwko tamtejszemu burmistrzowi, w wyniku którego ten został bestialsko zamordowany. Dziewczynka ma wrażenie, że właśnie cały jej świat stanął na głowie. Jest przerażona, boi się komukolwiek o tym powiedzieć, wiedząc jakie byłyby tego konsekwencje. Przeczuwa, że to kwestia miesięcy, a może nawet dni, a jej macocha ujawni swe prawdziwe oblicze i wyda ich na pewną śmierć. Do tej pory udało się jej ukryć swoje eksterminowane przez władzę romskie korzenie oraz przywiązanie do wiary katolickiej, jednakże, gdy mieszka pod jednym dachem z pionkiem w tym zbrodniczym reżimie... Agathe z początku postanawia uciec z domu, nie może jednak pozostawić swojej ukochanej babci na pastwę losu. Decyduje się więc upozorować śmierć ich obu...

3) Dziesiąta muza rano
gatunek:powieść społeczno-obyczajowa

Sophie jest 18- letnią atrakcyjną mieszkanką słonecznej Kalifornii. Z pozoru to beztroska i uśmiechnięta nastolatka, jednakże w głębi serca wciąż nosi rany, które zadała jej mroczna przeszłość. Wychowała się w patologicznej rodzinie, mieszkającej w stanie Montana na skraju wielkiego lasu. Ojciec był lubiącym wypić drwalem, natomiast matka - kurą domową, które całe dnie spędzała przy pracy w stajni, sprzątaniu domu i opiece nad dziewięciorgiem dzieci, z których najmłodsze miało trzy miesiące, a najstarsze 15 lat. Pewnego dnia ojciec w alkoholowym upojeniu zadał żonie cios siekierą, a ta za kilka dni w wyniku odniesionych obrażeń zmarła. Wkrótce dzięki interwencji najstarszego dziecka - Gerarda, ojcu odebrano liczne potomstwo i osadzono ich w rodzinach zastępczych.  Dwunastoletnia wówczas Sophie została przygarnięta przez rodzinę Williamsów - bogatych prawników z Los Angeles. Dziewczyna nie mogła wymarzyć sobie czegoś wspanialszego. Wychowana w biedzie zaczęła upajać się luksusem, wygodą i niczym nieograniczoną wolnością. Zapisała się na warsztaty aktorskie i zaczęła grywać w lokalnych przedstawieniach. Z czasem zerwała kontakty z rodzeństwem i postanowiła poświęcić się całkowicie swej pasji oraz oddać beztrosce. Poprzez pieniądze i rozrywkowe życie chciała zagłuszyć w sobie złe wspomnienia z dzieciństwa. Pewnego dnia jednak, pod budynkiem, w którym mieścił się jej luksusowy apartament spotkała dziwnie wyglądającego żebraka. Po chwili zorientowała się, że to był jej ojciec! Kiedy wyszedł z więzienia, jak ją znalazł i czego od niej chciał? Wkrótce wszyscy mieli dowiedzieć się o jej mrocznej przeszłości, którą tak pieczołowicie skrywała...

4)  Po drugiej stronie hejtu
gatunek: powieść młodzieżowa

Eddy to piętnastoletni uczeń Harebore School, czyli szkoły dla mieszkańców ubogiej dzielnicy Nowego Jorku. Chłopak jest prześladowany wśród rówieśników z powodu swojej otyłości, otrzymał od nich nawet przydomek "Mamut". Nazywają go także niezdarą i ofermą. Chłopak chcę jakoś oderwać się od parszywego życia i nieznośnych kolegów. Popada w uzależnienie od internetu. Tam - w jak to określa "lepszym świecie" - poznaje Bossa, który to, jak się później okazuje, jest liderem podmiejskiego gangu narkotykowego. Proponuje Eddy'emu lepsze życie w zamian za zostanie dilerem kokainy. Chłopak z początku waha się, nie chcę popaść w kryminał, przed którym to zawsze przestrzegała go matka. Jednakże z czasem, gdy prześladowania w szkole wzmagają się, Eddy podejmuje decyzję - zgadza się na propozycję Bossa. Od tej pory zaczyna wieść podwójne życie...

5) Gorsza wersja snu
gatunek: romans

Do liceum w Phoenix uczęszcza Brian - 18 letni spokojny chłopak i wzorowy uczeń. W ostatniej klasie szkoły średniej jego wychowawczynią, a zarazem nauczycielką angielskiego zostaje profesor Miranda Hoockley - zaledwie osiem lat starsza, przepiękna, złotowłosa kobieta. Briana zachwyciła już od pierwszych zajęć, jednakże od początku wiedział on, iż o jakimkolwiek zauroczeniu nauczycielką nie mogło być mowy - to przecież nieetyczne. Z czasem jednak chłopakowi jest coraz trudniej walczyć z rodzącym się uczuciem. Nie łamie się jednak - do nauczycielki odnosi się uprzejmie, aczkolwiek z właściwym dystansem. W końcu przychodzi upragnione zakończenie roku, na co Brian reaguje z ulgą. Nareszcie koniec z widywaniem pięknej Mirandy Hoockley. Życie jednak przyniesie mu jeszcze większe próby, niż dotychczas. Dostaje się na wymarzone studia na Uniwersytecie Harwarda. Podekscytowany nowym środowiskiem przychodzi na rozpoczęcie roku akademickiego. Podczas przedstawiania wykładowców nagle zamiera, ponieważ informatyki - jego wiodącego przedmiotu uczy profesor Luiza Hoockley - starsza siostra Mirandy, niesamowicie do niej podobna. Brian ma deja vu, a jednocześnie przeczucie, że historia z tą siostrą może mieć nieco inne zakończenie...

___________________________

Tadam! :) To wszystko. Piszcie, która z tych fabuł podoba Wam się najbardziej. Jeszcze raz podkreślę, iż są to tylko takie opisy. Nie napisałam nic więcej na temat żadnej z tych powieści. To tylko pomysły, które narodziły się w mojej głowie. Kto wie? Może kiedyś któryś z nich wykorzystam? ;)

Trzymajcie się!
Paaaa :) 






wtorek, 23 maja 2017

Come back

Hej Wam! :)

Wracam do pisania bloga po kilkumiesięcznej przerwie. Wiecie - maturalny zawrót głowy i te sprawy. Nie tyle sam zawrót, co iluzja braku czasu. Tak, iluzja. Kiedy trzeba zrobić dużo, jak to w naszym mniemaniu wydaje się - zbyt dużo, to zamiast wykonywać pożyteczne lub twórcze czynności traci się czas na nicnierobieniu. Ale o tym już kiedyś pisałam, nie będę się powtarzać.
Matura to bzdura? Czy ja wiem... Napisałam, zdałam. Co do samej formy tegoż egzaminu nie mogę mieć zastrzeżeń, gdyż był on nam wybitnie na rękę. Coś czuję, że za parę lat może to ulec zmianie i młodsze roczniki (tj. te od reformy) już nie będą miały tak łatwo jak my. Ale czy to oznacza, że będą mieć gorzej? Jeśli program będzie zmieniony na bardziej hmm życiowy, to zdecydowanie można im zazdrościć, pomimo potencjalnie trudniejszego tj bardziej wymagającego egzaminu maturalnego. Cóż, nam pozostaje zdobywać to, czego jeszcze nie zdobyliśmy w liceum. Nie należę do krytyków, bo bądź co bądź wiele się przez ten czas nauczyłam, stałam się bardziej świadoma tego co się dzieje wokół mnie w Polsce, na świecie. Zrozumiałam pewne stałe procesy i zależności. Poznałam ludzi sprzed wieków, którzy mieli dokładnie takie same problemy, jak i my w teraźniejszości i co za tym idzie wiele nowych spojrzeń na to, co nas otaczało i otacza.
Nie mogę więc powiedzieć, że wszystko było złe i w ogóle matura jest bez sensu. Coś tam pokazuje. Nawet obiektywnie. Zakończyła ona przecież ważny etap w życiu- etap uczenia się w szkole. Koniec z klasami, ławkami, gąbką i kredą, że tak powiem przyziemnie. I odpytywaniem. I wiedzą na czym stoisz i co cię czeka. Studia to inna bajka, inna forma. A teraz liczenie punktów i... to dopiero za ponad miesiąc.

Teraz wakacje. I co z tym fantem zrobić? Wykorzystać ten czas - usłyszymy zapewne odpowiedź. Wykorzystać... ale jak ? A co jeśli to czas nas wykorzysta? Na początek potrzebuję dobrej książki, tak zdecydowanie potrzebuję dobrej książki. Nie pseudo-romansidła dla nastolatek... czytałam... większość wygląda mniej więcej tak samo; dziewczyna szara myszka, nigdy nie miała chłopaka, nie chce go mieć, aż tu nagle poznaje megabogatego i popularnego kolesia z urodą Adonisa z mroczną przeszłością, snuje o nim zmysłowe fantazje, on ją podrywa... i zaraz zapomina o swoich zasadach. Och, ileż można. Wszystko o tym samym. "Bestseller" - o nie, już się na to nie nabiorę. Takie to przewidywalne.
Zaczęłam też czytać ostatnio coś zdeczka innego. Polecane, reklamowane - "13 powodów".  Pierwsze kilka rozdziałów i ... już nie mogłam zasnąć w nocy. Za bardzo przejęłam się postacią. Historie o samobójstwie to raczej nie dla mnie. Spróbowałam przynajmniej i wiem. Chyba na początek przestanę kupować książki w księgarniach, a zaglądnę do dawno nieodwiedzanej biblioteki. Tak, to będzie rozsądniejsze,bo w razie kolejnej nieudanej książki przynajmniej nie będę miała poczucia zmarnowanych pieniędzy.
Polecacie mi jakąś dobrą książkę? Piszcie w komentarzach :) .

Mój pierwszy wyjazd będzie dopiero w czerwcu, więc do tego czasu trzeba twórczo się czymś zająć ;). Szkoda, że większość moich znajomych ma jeszcze szkołę ehh.
Pociesza mnie myśl, że już za 10 dni mój pierwszy w tym roku wakacyjny wyjazd, a mianowicie - Lednica. Już trzeci raz tam będę, mówiłam, że będę jeździć co roku i póki co tak jest. Świetne miejsca, atmosfera, ludzie, wrażenia i to wszystko skupione na Bogu. Aha lubię to :).
W porównaniu z zeszłorocznymi, te wakacje są dość mało obfite w wyjazdy, przynajmniej te planowane. Ale widocznie tak ma być, może zdarzy się jeszcze coś nieplanowanego i nieprzewidzianego, mam nadzieję.
No, ale co ja narzekam. Jak to miałam w planach już od dawna, w tym roku na ostatni mój obóz (niestety są one do 19 lat) wybieram się do Hiszpanii. Zawsze chciałam tam być, w końcu to moje małe marzenie się spełni.

Więcej czasu, to również przychodzące co krok przemyślenia. Chwila ciszy... i nagle nachodzą różne pytania - o sens życia, o przyszłość, o mój aktualny stan ducha, co mogę zrobić, a co muszę, czy żyję w prawdzie... Trochę się zaczynam bać, ale później stwierdzam, że uda się tak jak ma się udać, że będzie, jak powinno być, muszę się tylko temu poddać, robić co w mojej mocy i ufać Mu.

Jeśli nachodzą Was refleksje, dajcie się im porwać. Oczywiście te destrukcyjne odrzucajcie. Ale jeśli przyjdą do Was te, które wskazują, co możesz zmienić w swoim życiu, by być lepszym człowiekiem podejmij to. Nie zakładaj na uszy słuchawek i nie zagłuszaj się muzyką. Nie otępiaj alkoholem. Nie "rozluźniaj" papierosami. Chwilowe zapomnienie... właśnie, chwilowe.  Nie odwracaj na siłę myśli od tego, co Cię boli. Rany trzeba przemyć, wpierw nim się zagoją. Kluczowym jest tu przebaczenie osobom, które nas zraniły. Czasami naprawdę jest to ekstremalnie trudne, ale gdy wewnętrznie pogodzimy się z tym czego zmienić się nie da, poczujemy w końcu ulgę. Możesz już nigdy nie zadawać się z daną osobą, ale wewnętrzny ból i pomnażana wciąż nienawiść tylko Cię niszczy. Kiedyś słyszałam, że przebaczenie komuś nie jest tylko dla tej osoby, ono jest również dla nas - byśmy mogli poczuć się lepiej. Co musi dziać się w drugiej osobie, skoro ona nas rani... I odwrotnie. Staraj się zrozumieć siebie, swoje postępowanie, dlaczego denerwuje Cię akurat to, dlaczego robisz to, co robisz. Nie zadowalaj się powierzchownymi odpowiedziami, wyuczonymi niekiedy na pamięć regułkami, schematami. Zajrzyj głębiej. Może być to  nieprzyjemne, ale dowiesz się przynajmniej na czym stoisz. I będziesz mógł coś z tym zrobić.  Przykładowo jeśli ranisz swoją koleżankę np. swoimi docinkami spytaj siebie, dlaczego tak robisz. Najpierw odpowiesz zapewne coś w stylu - bo mnie wkurza. Gdy jednak zajrzysz głębiej, może przyjdzie Ci na myśl, że ranisz ją, bo sam jesteś w pewien sposób zraniony lub też zazdrościsz jej czegoś; ona ma coś czego Ty pragniesz, czujesz się niedoceniony etc, powody mogą być naprawdę różne. Tak czy inaczej za zwykłym, powierzchownym "robię to, bo mnie wkurza" może kryć się setki powodów, setki złamanych kawałków naszej osobowości. Warto zastanowić się, co z nimi zrobić. Aby te złamane kawałki nas mogły się prawidłowo zrosnąć na początek trzeba odkryć ich istnienie, zaakceptować, potraktować jako fakt i dopiero wtedy można zastanawiać się jak to wszystko ogarnąć.

Twórczego czasu Wam życzę Kochani, myślcie dużo, znajdźcie w tym codziennym zabieganiu czas na refleksję. Nie traćcie życia na powierzchowne odpowiedzi na aktualne  problemy, starajcie się zajrzeć głębiej, a może wtedy odkryjecie jak je szybciej rozwiązać. Życie jest zdecydowanie za krótkie, by było w nim dość miejsca na dni smutku, bez zdecydowanego uszczerbku na dniach radosnych. Śp. ks. Jan Kaczkowski powiedział kiedyś "Tylko nie martw się przez cały dzień. Wyznacz sobie na to godzinę, a potem ciesz się życiem”. Jak pewnie większość z nas wie był on chory na nieuleczalny nowotwór, gdy wypowiadał te słowa. Jak dla mnie mega postawa, daje mi dużo do myślenia. Tak więc stawiajmy czoła naszym problemom, by nie zatruwały nam życia przez dłuższy czas, niż to konieczne. Ale nie przez zagłuszanie ich, tylko rozwiązywanie. To trwalsze i lepsze.
Boże! Proszę, daj mi siłę, abym pogodził się z tym, czego zmienić nie mogę; odwagę, abym zmienił to, co zmienić mogę i mądrość, abym potrafił odróżnić jedno od drugiego. - Reinhold Niebuhr

Taki cytat przyszedł mi jeszcze do głowy na zakończenie. Odwagi, siły i dużo pozytywnych dni Wam życzę :). 
Do następnego wpisu,
trzymajcie się
Paaaa! :) 





niedziela, 26 lutego 2017

Dziś jest dziś, a jutra nie znasz.

Hej wszystkim :).

Wracam po przerwie do blogowania. Czemu nie pisałam przez ten czas? Hmm, na myśl nasuwa się brak czasu, ale nie do końca. Ostatni miesiąc był dla mnie czasem porządkowania sobie pewnych spraw w życiu, wyznaczania priorytetów etc. Panował w nim całkiem spory zamęt, przez co nie mogłam jakoś zdobyć się na napisanie notki na blogu.
W sumie nadal trudno mi się jest ogarnąć. Co chwile coś "muszę" zrobić, to taki sprawdzian, to inny, to coś przygotować... i wydaje mi się, że nie dam rady tego wszystkiego ogarnąć i wykonać jak należy. A póki co za każdym razem zdarza mi się swego rodzaju fart i póki co nie zaprzepaściłam jeszcze niczego ważnego. Mam nadzieję, że będzie tak nadal, że to swoiste szczęście będzie mi sprzyjało. Bo przyda się ono w najbliższych dniach, oj przyda.

Co istotnego wydarzyło się w moim życiu przez ten czas niepisania? Cóż, z pewnością Studniówka była takim wydarzeniem. Ten "jedyny w życiu bal" hm... bardzo miło wspominam. Pozytywnie mnie zaskoczyło. Wszystko. Nie spodziewałam się, że będzie tak świetnie :D. Co jeszcze... trudny styczeń i jeszcze trudniejszy luty. Ogarnianie i nieogarnianie. I w końcu upragnione ferie. I koncert Luxtorpedy w Częstochowie <3 . Oj długą przerwę miałam od koncertów, więc tym bardziej mnie cieszyło to wszystko. Wyszalałam się i wyżyłam i tak miało być :D .
Albo rekolekcje oazowe w Starym Sączu, również zapamiętam, obfity czas z wspaniałymi osobami, czego chcieć więcej. Spotkałam Tego kogo miałam spotkać. Tak więc całość in plus.
Koniec ferii. Chwilę po nich Walentynki. W końcu spędziłam je tak, jak powinno się je spędzać hihi.

No i tak dotarłam do dzisiaj, jestem sobie. Stoję w pewnym miejscu. Co będzie jutro? Nie wiem. Tzn. mam jakieś tam plany, ale mimo to ta niewiedza daje mi wolność. Staram się wyrobić w sobie taką postawę; przejmowania się tym co mogę zrobić dzisiaj i niemartwienia się o kolejne dni. Bo co to da, że np. będę się martwić sprawdzianem, który jest za 4 dni, jak to mi nie pomoże, a wręcz zaszkodzi, mogę się co najwyżej przygotować, na tyle, na ile dam radę. Albo czymś trudnym, co muszę jutro wykonać, dajmy na to trudną rozmową z kimś. Albo tym, że nie zdążę czegoś zrobić. Będę się tym przejmować wtedy, gdy to już stanie się teraźniejszością. To będzie wyłączny czas na zamartwianie się. Jeśli ta trudna sprawa ma zająć godzinę to zajmie. Ale nigdy cały tydzień przed. Po co marnować cenny czas i psuć sobie zdrowie. Zazwyczaj wszystko i tak wychodzi nie tak jak myśleliśmy, często lepiej. Stresujemy się czymś, a finalnie okazuje się, że to było prostsze niż myśleliśmy. Nie przewidzisz reakcji człowieka, nawet jak już go jakiś czas znasz. Może zawsze zareagować w sposób odmienny niż zwykle. Nie bój się przedstawić swojej sprawy "wrednej" nauczycielce; może okazać się, że w bezpośrednim starciu nie jest tak "okropna" jak przy całej, często różnie zachowującej się klasie. Nie bój się wchodzić w nowe towarzystwo, od każdego człowieka można dowiedzieć się czegoś wartościowego, trzymanie się cały czas z jednymi i tymi samymi ludźmi zamyka nas na nowe światopoglądy, style bycia.
Nie wierzę zbytnio w teorię "jak myślisz negatywnie o przyszłości, to będzie ona negatywna". Nie wierzę w prawo przyciągania. Dlaczego? Bo wielokrotnie miałam właśnie taką sytuację, że myślałam "O nie, co ja zrobię, jak ja dam radę, na pewno będzie fatalnie." A okazywało się być bardzo dobrze, o wiele lepiej niż myślałam. Tak więc nie "przyciągnęłam sobie" złej przyszłości, wręcz przeciwnie.
Co nam daje jednak myślenie pozytywne o naszej przyszłości? Przede wszystkim dobre samopoczucie, motywację do działania, wolność i fakt, że cieszył mnie będzie każdy kolejny dzień. No i ta doza niepewności, ekscytująca doza niepewności. Nie wiem co będzie, ale idę w to. To daleko bardziej ekscytujące niżeli wówczas, gdy wszystko mamy zaplanowane, wszystko wiemy, co do godziny. Tak zwany spontan, często bywa synonimem najpiękniejszych chwil w naszym życiu.
Nie bądźmy niewolnikami planów. Ale też nie zapominajmy o tym, żeby o tej nieznanej przyszłości myśleć w sposób pozytywny. I działać, działać, działać. Fart najczęściej czerpie z tego, co zrobimy. Przykład? Nauczyłeś się na tyle, na ile potrafiłeś na sprawdzian, poświęciłeś temu dużo czasu. Jednak w dzień sprawdzianu okazuje się, że jednak nie wszystko pamiętasz. Trudno, idziesz w to. I okazuje się, że ów sprawdzian został przełożony na kolejny tydzień  - zdążysz się douczyć, albo też jeśli już będzie,to pojawią się pytania, na które znasz odpowiedź lub też przypomnisz sobie to, co zapomniałeś; nie było pustego, więc coś się wylało. O takie sytuacje mi chodzi, wiadomo, że jeśli sami z siebie nie damy nic, to szczęśliwa przyszłość staje się mniej dostępna. Tak samo i w innych sytuacjach np. jeśli znajdujemy się w obcym towarzystwie np. na kolonii, to gdy będziemy smutni i zamknięci w sobie, to z pewnością tak szybko nie nawiążemy znajomości. Kluczowym jest właśnie to, by dać coś z siebie. Nawet jeśli spotka nas jakaś niemiła niespodzianka, będziemy martwili się nią tylko tyle, ile to konieczne, a nie już tydzień przed.

Moja myśl dnia na dziś - nie martwić się na zapas, tylko starać się zrobić dziś, tyle ile mogę, tak bym miała czyste sumienie, bym wiedziała, że zrobiłam co tylko było w mojej mocy. A po tym... patrzeć z nadzieją w przyszłość i nie kreować sobie zawczasu czarnych scenariuszy. Szkoda czasu i energii na tego typu "wizje".
Zrobiłam co mogłam i teraz jestem wolna, co ma być to będzie - this is it :).

Pozdrawiam Was serdecznie
i miłego tygodnia życzę
Paaaaa! :)



piątek, 6 stycznia 2017

Podsumowanie roku 2016 - ulubione wydarzenia :).

Heeeej!:)

Z racji tego, że rok temu takowy post cieszył się dużą popularnością <wyświetlenia> i znalazł liczny odzew w postaci Waszych komentarzy, postanowiłam i w tym roku taki umieścić. Podsumowanie roku 2016 :). Tym razem nie będę już mówić co się działo w poszczególnych miesiącach, bo szczerze powiedziawszy nie pamiętam tak szczegółowo jak ostatnio <wiek, skleroza, te sprawy>, tylko napiszę o kilku najbardziej znaczących moim zdaniem wydarzeń tego roku w moim życiu.
To zaczynamy :).

1. Nauczyłam się prowadzić samochód

To, co zawsze wydawało mi się tak abstrakcyjne i trudne do wyobrażenia stało się prawdą. Nauczyłam się prowadzić samochód i to wcale nie okazało się tak trudne, jak się wydawało. Z czasem stało się naturalne. I poczułam się taka dorosła haha ;).

2. Stałam się pełnoletnia!:)

Tak, to ten rok 2016 był rokiem mojej osiemnastki. Mówili mi, że nic się nie zmieni... W sumie... do tego czasu jeszcze dowód mi się "nie przydał" ;)), ale tak poza tym, to coś się jednak zmieniło. Teraz sama o sobie decyduję, do wyjazdów nie potrzebuję już zgody rodzica, sama załatwiam swoje sprawy. Tak jak w każdym roku i w tym stałam się bardziej dojrzała niż byłam, ale to kwestia nie osiemnastki, ale po prostu wydarzeń, które mnie zmieniły w pewnych aspektach. Poczułabym tą osiemnastkę, gdyby w 2016 roku były wybory, ale niestety nie było ehh :D.

3. Byłam po raz pierwszy na koncercie Jednego Serca Jednego Ducha i po raz drugi na Lednicy.

O tak, bardzo miło wspominam te wydarzenia związane z okazywaniem radości z mojej wiary wśród ludzi, którzy również robią to samo :). Koncert JSJD odbywa się co roku w okolicy maja/czerwca (w Boże Ciało) w Rzeszowie w Parku Sybiraków. Rok temu kolidował on z Lednicą, ale w tym roku na szczęście mogłam pojechać na oba :). Na koncercie tym można posłuchać zespołów/solistów/raperów, którzy wykonują muzykę chrześcijańską i to wcale nie jest nudne, bo piosenki są żwawe i ŻYWE :)). W tym roku bawiło się na nim około 20tysięcy osób.
O Lednicy natomiast już Wam pisałam w zeszłym roku, ale powiem Wam znowu, że to coś wspaniałego. W tym roku padł chyba absolutny rekord, ponieważ rok temu było 60 tysięcy osób, a w tym roku już 80 tysięcy młodzieży, nieco starszych, sióstr zakonnych i księży na jednych Polach Lednickich. To był piękny, Boży dzień, pełen śpiewu, radości, tańców, świadectw, przemówień, po prostu Bożego Miłosierdzia, nawet mocna burza około 14stej (tuż po wystąpieniu o.Szustaka- przypadek?!) nie zepsuła nam szyków. Wszystko było mokre, ale to co <plecak z elektronicznymi urządzeniami ocalał uff>. O właśnie, pierwszy raz widziałam na żywo o.Szustaka, bardzo chciałam go zobaczyć i posłuchać. Przemówienie było wtóre <słuchałam go już parę msc temu w internecie> jednakże i tak miło było tego samego słuchać po raz drugi :).
Dodam jeszcze, że w porównaniu z rokiem poprzednim mieliśmy świetne miejscówki! <Opłacało się wyruszyć spod hostelu po 5...> A mianowicie pierwszy rząd w samiutkim przodzie koło barierek. Weszliśmy jako bodajże 2 grupa z wszystkich.... 80 tysięcy osób, więc naprawdę się nam udało:). Byliśmy oczywiście pokazywani w telewizji hehe, to bylo takie fajne, jak ciocia mi mówi, że mnie we Wiadomościach widziała xD.
Podczas całego wyjazdu na Lednicę miałam też okazję zwiedzić po raz pierwszy w życiu Poznań i Licheń, co bardzo miło wspominam :).




4. Tydzień w Angli!!

Oo tak, to jedno z ulubionych wydarzeń tego roku :). Po 5 latach mojej nieobecności w tym kraju miałam w końcu okazję do niego powrócić. Wyjazd wspominam świetnie z wielu powodów, m.in dlatego, że mogłam dużo czasu spędzić z moim tatą, oraz dlatego, że w końcu pozwiedzałam Londyn <wcześniej bywałam w innych miastach, a w Londynie przejazdem jak coś>. To takie piękne miasto, mam nadzieję, że i w tym roku uda mi się tam zawitać :).  Nie będę się rozpisywać, ponieważ pojawił się już obszerny post o moim pobycie w Anglii. Jak widać po zdjęciu i moim ekwipunku pogoda iście Londyńska ;).



5. Oaza Letnia w Przemyślu!:)

Taak, to wydarzenie, ten wyjazd też kocham. Taki szalony pomysł, na spontanie... Hmm, a może by w tym roku pojechać na oazę letnią z inną diecezją? Tak też zrobiłam :). Nie znałam tam zupełnie nikogo, wszyscy byli dla mnie nowi. Jednakże to sprawiło, że otworzyłam się na innych, stałam się bardziej towarzyska i odważna. Ten 15 dniowy pobyt tam zmienił mnie bardzo bardzo, może nie o 180 stopni, ale o 179 ;). Robiłam rzeczy, o które w życiu bym się nie podejrzewała, że odważę się je zrobić. Nie bałam się zagadywać do innych, brałam inicjatywę, zgłaszałam się <z własnej woli ;o> do różnych funkcji typu np. prowadzenie czegoś <wieczorku, modlitwy itepe.>, co wcześniej było dla mnie nie do pomyślenia.
Na tej oazie zobaczyłam też taką po prostu... normalność, ludzi, którzy się szczerze kochają i nie ma w tym podstępu. Zrozumiałam wiele jeśli chodzi o moją wiarę. Ta oaza była wyjątkowa też dlatego, że 3ONŻ było łączone z Oazą Rodzin. Co to oznacza? Ano to, że byliśmy w ośrodku i mieliśmy większość wspólnych punktów, my -18 latkowie z rodzinami z dziećmi lub małżeństwami, którzy nie przywieźli swych pociech. Były pokolenia naszych rodziców i dziadków. Najmłodsza uczestniczka miała 4 miesiące, a najstarszy chyba z 70 lat. To było coś :). Ta więź między wszystkimi uczestnikami, w końcu zrozumiałam i zobaczyłam i poczułam czym jest prawdziwa wspólnota.
Nie wspominając już o walorach Przemyśla, który jest po prostu przepiękny i trafia do mojego TOP 5 ulubionych miast. Polecam :). Mieliśmy też okazję wziąć udział w koncercie z Franciszkańskiego Spotkania Młodych 20 km od Przemyśla i z niego zdjęcie zamieszczam, bo nie wiedziałam, które wybrać :).
A i jeszcze z przemyskich lochów, bo były fajne :D.



6. Światowe Dni Młodzieży!:)

To moje ulubione wydarzenie tego roku. Było wprost prze wspaniale, tyle wrażeń, wow, wow, zarówno Dni w Diecezjach, w których osobiście mogłam poznać pielgrzymów z Niemiec, Iraku i Urugwaju, porozmawiać z nimi, popatrzyć jak żyją jacy są, tak też i właściwe Dni w Krakowie - coś wspaniałego.  Setki tysiące, a później miliony ludzi, katolików z całego świata, to takie piękne:). Dużo wyzwań, pokonanych trudności, osiągniętych celów, mądrych słów. Widziałam papieża i to całkiem z bliska, co również było wielkim przeżyciem. Nie będę tego również opisywać szczegółowo, ponieważ był już wpis cały o ŚDM-ie. Zdradzę Wam tylko w tajemnicy, że to tam, właśnie tam na Światowych Dniach Młodzieży zakochałam się ;). I co najlepsze- z wzajemnością. To piękny czas i miejsce na początek związku nie uważacie?:) Zwłaszcza jeśli trwa on nadal <3.







7. Byłam w Chorwacji:)).

I było tam tak pięknie!:) To naprawdę udany "urlop" hehe ;). Uwielbiam jeździć na kolonie, raz dlatego, że mogę być w świetnych miejscach, a dwa, że mogę poznać wielu nowych ludzi. W tym roku jak w tamtym jadąc na kolonię nikogo nie znałam. Ale to jest dobre, bo niejako zmusza do tego by się otworzyć na ludzi. Jadąc ze swoją grupką często zamykamy się na innych, a tak, to my pierwsi zagadujemy:).
Wyjazd na absolutny plus, wróciłam zadowolona i opalona :).





8. Mam chłopaka :)).

Dokładnie od 24 lipca 2016r <tak, na fb jest 24.08 i to nie pomyłka> :). To było dla mnie mega niespodziewane, zwłaszcza, że to mój pierwszy związek. I jeszcze zaczął się na ŚDM hmm:). Lepiej bym sobie tego nie wymarzyła ;). Odkąd mam mojego Kubę jestem na pewno szczęśliwsza i odważniejsza niż byłam. To wspaniały chłopak, dobry i mądry. Jest on naprawdę wielkim darem dla mnie i jestem za niego bardzo wdzięczna Panu Bogu:))
To na pewno bardzo przełomowe wydarzenie w moim życiu jeśli chodzi o 2016 rok. Życie lubi pozytywnie zaskakiwać <3.
I pewnie bylibyście zawiedzeni, gdybym nie pokazała Wam naszego zdjęcia, więc proszę: <to chyba najnowsze, bo z Sylwestra>
_____________________________________________

To by było na tyle jeśli chodzi o moje ulubione wydarzenia z 2016 roku. Było ich oczywiście o wiele więcej, dużo miłych drobnostek, aczkolwiek nie chciałam przeciągać tego wpisu.
Mam nadzieję, że post Wam się podobał :).
Piszcie w komentarzach wydarzenie z Waszego życia, które było Waszym ulubionym w tym roku :).
 3majcie się
Paaaaa!:D


ps; numerek, to kolejność wydarzeń chronologiczna <mniej więcej ;)>


sobota, 31 grudnia 2016

Nowy rok za chwilę...:)

Hej:)

Przychodzę do Was z postem w ostatni dzień tego roku. 2016 roku... najlepszego roku :). Wiem, wiem to samo mówiłam rok temu o 2015, ale ten był naprawdę jeszcze lepszy. Tyle przeżyłam, tyle się nauczyłam, zrozumiałam pewne sprawy bardziej, dojrzałam, rozwinęłam się. Jak w każdym roku... ale mimo wszystko ten zostanie w mojej pamięci na dłuuugo:).
Najlepszym wydarzeniem były ŚDM zdecydowanie, aczkolwiek całe wakacje mogę uznać za epickie, cały czas gdzieś byłam, w moim mieście zaledwie kilka dni, ale to już wiecie, bo pisałam dużo postów na wakacjach o tym co robiłam i gdzie byłam:).
Ten rok zaczął się świetnie to i taki pozostał w większości, wiadomo były złe chwile, ale staram się o nich nie myśleć.

Postanowienia na 2017 rok? Wczoraj albo przed wczoraj na jednej z grup na facebooku było takie pytanie. Z początku napisałam tylko być dobrym człowiekiem, ale jakoś samo z siebie się rozwinęło, oto co napisałam:
Być lepszym człowiekiem - po prostu, wtedy wszystko jest piękniejsze, bo i relacje z innymi niespodziewanie się polepszają. Wiąże się to oczywiście z braniem odpowiedzialności na siebie, a nie szukaniem jej u innych. Czasem warto przystopować z zaciekłością, zawziętością i się samo układa:). Szukać rozwiązań, które są nie są przykre dla żadnej strony... w sumie to się wszystko łączy. Po prostu być lepszym człowiekiem, bardziej zintegrowanym z samym sobą, kompletnym, nie dającym się wyprowadzić z równowagi, znający swoją wartość, przez to mający zdrowe relacje z innymi . Do tego dążę :).

I to są właściwie moje postanowienia na nadchodzący rok, takie główne. Post na tej grupie zainspirował mnie do napisania tego. 
Chciałabym jakoś zakończyć ten rok również na blogu. Wiem, że od września pisałam średnio jeden post na miesiąc, ale to przez to, że pojawiło się w tym roku szkolnym dużo innych obowiązków, które wprost wymagały, by o nich myśleć, co niekorzystnie wpłynęło na moją wenę. 
Ale, ale, może w 2017 roku z tą weną będzie lepiej:).

Często słyszę od różnych osób, że czytają mojego bloga i, że podobają im się moje wpisy. To daje mi do zrozumienia, iż mam dla kogo pisać te posty i daje mi motywację :).

Życzę Wam sensownie przeżytego 2017 roku, żebyście osiągnęli to, do czego dążycie i nie zapominali, że szczęście to wybór :).
I szalonego Sylwestra!
3majcie się
Paaaaa! :)




wtorek, 13 grudnia 2016

Jak zaradzić, skoro funkcjonujesz w tym ... schemacie? Wyjść?

Cześć, cześć,

I znów wracam, skądś, do miejsca pierwotnego, wracam do tej strony siebie, bardziej refleksyjnej, prawdziwej <daj Boże!>, opanowuje "muszenie" , zostawiam to co "muszę" na jutro, zastanawiam się jaki to ma sens, bym nie miała czasu robić czegoś co chcę, a miała czas robić coś co muszę.
W efekcie marnuję, go, bo boję się go zmarnować robiąc coś, co mi w duszy gra. Paradoks? Raczej smutna proza życia i bardzo nieidealne systemy, schematy, pomysły "uczonych ludzi na swoim bardzo mądrym miejscu". Teraz? Nie robię już nawet tego co muszę. W części przypadków, gdybym nie musiała byłoby to ciekawe i zapewne więcej z tego przyswoiłabym sobie, ot tak dla rozwoju, nie po nic. Nie z powodu pewnego ważnego wydarzenia, dla którego powstała nauka dla samej nauki, tępego wkuwania schematów, co jednocześnie stępia wrażliwość, pasje, prawdziwe pragnienie mądrości dla lepszego życia. Nie dajcie się porwać. Ja już, co z przykrością stwierdzam trochę w to weszłam i wciąż odczuwam przykre tego konsekwencje.
Priorytety, priorytety...
Co to są priorytety, gdy życie przecieka przez palce.
Zbuntować się? Trzeba się najpierw na nowo nauczyć, przypomnieć sobie dawne funkcjonowanie, nie wolne od, lecz z mniejszą ilością... schematów oczywiście.
Powtarzam się, tak, no ale cholera... masz to wiedzieć, by na pewnym ważnym wydarzeniu zwieńczającym jakże piękne lata nauki umieć schemat przełożyć na papier, a nie po to, by być światłym człowiekiem, wiedzieć skąd co pochodzi, dlaczego mamy teraz w kraju taką sytuacje a nie inną, może pomóc komuś, czuć się pewnie w towarzystwie, mieć zdanie na określony temat w dyskusji!!
Czy naprawdę nikt tego nie zauważa? Na pewno ktoś... ale czy chociażby większość? Mam nadzieję! Mówię tu głównie o licealistach/osobach chodzących do szkół średnich... to nas dotyczy ten bezsens. Starsi/młodsi mają swoje paradoksy i bezsensy - nie tęsknie, nie czekam (do nich).
Myślenie... myślenie, głębokie myślenie i patrzenie. Tylko to może być profilaktyką?... lekarstwem?, ba , teraz to już raczej antidotum, odtrutką.

Miesiąc po miesiącu... treści nie są złe, z pewnością byłyby daleko ubogacające, gdyby... to przekaz, zamysł i droga do celu jest delikatnie mówiąc pomylona.
Edukacja państwowa...byle zrobić, na pamięć, byle nie pominąć, byle mieć czyste sumienie, bylebylebylejak.
Schematami zdusić, zabić, zniszczyć chęci robienia czegokolwiek dla siebie. Teraz masz czuć to, a teraz tamto, nie ten poeta nie miał tego na myśli, tutaj mamy wątek narodowy, tam wyzwoleńczy, a tam... narodowo-wyzwoleńczy? Filozoficzny. Trójdzielna kompozycja trójwymiarowo pokazuje jak przez trzy minuty masz myśleć. Trzy... później farsa toczy się dalej.
Ale pamiętaj, że to, chociaż tego nie rozumiesz i w realnym życiu nie wiedziałbyś, czy to się je z szynką czy raczej z  parmezanem, ale pamiętaj, że to ci się przyda w owym ważnym wydarzeniu!!
Talenta w improwizacji? Nieodkryte, bo w schematach nie improwizujemy. Proza do czytania, poezja do czytania, piszemy rozprawki, analizujemy poezyję według klucza.
Zrywy duszy, rzadkie już (nie dziwota), ale jednak... a gdzie tam, w kluczu inaczej napisano, interpretuj sobie książkę telefoniczną, albo przepis na pulpety. Poeta chciał nauczyć, wyedukować szanowny naród i wcale nie pisał tego pod wpływem herbatki z liści koki, albo chociażby kilku głębszych dla przykrycia smutków, dla wyrzucenia z siebie tego całego... dla artyzmu.

życie...
śmierć. kropka.
to wyraz i to wyraz i to wyraz
różnica? jest jakaś istotnie
istotna? nie sądzę
dwie lilie pod ławką
siatka na motyle
od ciebie zależy
czy zerwiesz
czy złapiesz

Odrywam się. Odrywam się choć na chwilę od schematu funkcjonowania (takie słowo przewodnie tego wpisu). Trochę już późno, ale robię co chcę. Nie przeczekuję chwil na powierzchownym zajęciu. Mam nadzieję. Ciągnie mnie by w końcu przeczytać jakąś książkę. Broń Boże lekturę. Kiedyś dla siebie, literatura polska - piękna literatura, owszem, ale nie teraz, nie chcę by mi mówili jak mam myśleć. Chcę książki wciągającej, prawdziwej, dającej do myślenia, podejmującej wątki ważne, ale bez tego całego filozoficznego cotojaniejestem przynudzania narratora. Może być romans, lubię romanse. Czas odwiedzić księgarnię... i wygrać z poczuciem "nie mam na to czasu".

I od razu mi lepiej, gdy uporządkowałam myśli. Gdy zbiera się za dużo "muszenia" trzeba to na chwilę zostawić, odetchnąć, wyciszyć się. A wszystko się ładnie poukłada i z korzyścią( co lepsze!!). Zawsze tak jest.
Poukładania
spełnienia
myślenia
kwitnącego czasu

tego sobie i Wam życzę! :)
Trzymajcie się ciepło w te grudniowe wieczory!




Znalezione obrazy dla zapytania hello december we heart it

wtorek, 15 listopada 2016

Jak po co dlaczego?

Heeej wszystkim! :)


Witam po chyba najdłuższej przerwie w dodawaniu postów jaka miała miejsce na tym blogu. Stęskniłam się za tym. Dlaczego nie pisałam? Standardowo- brak czasu, brak weny. U mnie... cóż klasa maturalna... nawet nie zauważyłam kiedy spadły liście, a kiedy były kolorowe. To niedobrze, trzeba zmienić podejście, a dokładnie to zatrzymać się. Właśnie z tym zatrzymaniem ostatnio mam problem, cały czas gdzieś biegnę, do jakiegoś nieskonkretyzowanego celu, robiąc po drodze to co akurat wymaga zrobienia. Albo nic nie robię, co bynajmniej nie daje wytchnienia, wręcz przeciwnie, sprawia, że całość tej gonitwy jest jeszcze bardziej intensywna, skondensowana. Gdzie czas oddechu? Właśnie go sobie funduję pisząc ten post.

Ostatnio zaczęłam zastanawiać się nad takim zjawiskiem jak niepowodzenia w pracy nad sobą. Czy to duchowym, czy wizerunkowym. I znalazłam pewne powiązania między tym, a tym. Błędem jest oczekiwanie od razu wielkich efektów - radykalne schudnięcie,czy przytycie - w sferze wizerunku; natychmiastowa poprawa bycie wybitnie miłym, cierpliwym, pracowitym - w sferze naszego zachowania. Takie efekty, jeśli już w ogóle uda nam się je osiągnąć będą krótkotrwałe - w pierwszym przypadku tzw. efekt jojo, a w drugim udawanie, które szybko się wypali, no bo... ileż można być miłym na siłę? Nie za długo.  Tak więc radykalne zmiany z góry skazane są na niepowodzenie; bądź przez szybkie zaniechanie, zrażenie się, uważanie się to zbyt trudne i się nie podoła; bądź też szybki efekt, który równie szybko zaniknie lub co gorsza doprowadzi nas do stanu gorszego niż pierwotnie.

Bardziej sukcesywnym byłoby... Najpierw trzeba zadać sobie pytanie co tak naprawdę możemy zrobić. Skoro nie możemy być ładni... to możemy być przynajmniej zadbani, skoro nie możemy być pracowici, to zrobimy choć jedną rzecz więcej niż zwykle. Sztuką jest więc nie tyle radykalne zmiany, co dbanie o siebie. Czy to zewnętrznie, czy wewnętrznie - po prostu. Nie możemy być idealni, ale bądźmy choć trochę ładniejsi/lepsi w taki sposób w jaki to możliwe. Jeśli chodzi o wygląd - podkreślaj za pomocą makijażu/stroju/odpowiednio dobranej fryzury swoje atuty, staraj się wyglądać jak najlepiej. Jeśli chodzi o charakter, cechy, to odpowiednio - nie musisz być od razu miły dla wszystkich, bądź prawdziwy, ale równocześnie staraj powiedzieć komuś <szczerze> coś miłego, jeśli zobaczysz u danej osoby coś co warte jest pochwały, nie kryj się z tym.  Nie musisz być od razu nie wiadomo jak otwarty i duszą towarzystwa; spróbuj jednak zamienić kilka słów  z osobą z którą rzadko rozmawiasz. I w końcu nie musisz być idealny, zrób jednak coś, co jest ponad przeciętna linią twojej codzienności, na przykład; kup mamie kwiaty, ot tak bez okazji, daj przyjaciółce wasze wspólne zdjęcie, pomóż komuś kto sobie nie radzi, zrób coś co lubisz robić najbardziej, uśmiechnij się do smutnego przechodnia, nie narzekaj w duchu gdy będziesz długo stał w kolejce, nie narzekaj na to czego zmienić nie możesz np. pogodę, lekcje, złośliwość rzeczy martwych. I nie wszystko na raz. Po jednym celu każdego dnia. I pamiętaj, że dbając o innych równocześnie dbasz o siebie.
Bo to dzięki współdziałaniu z innymi możemy się naprawdę zmieniać.
Ważnym jest by dbać o siebie i tym samym zmieniać to co da się zmienić, a zaakceptować to czego zmienić się nie da.

Co jednak z aspektami, których zmiana jest niemożliwa? Zachować zdrowy dystans- twarzy nie zmienisz. A co do pewnych stałych, ukształtowanych już cech charakteru... Na przykład - porywczość - często utrudnia życie, jednak może się i "przydać" jeśli idzie o bronienie swej racji w ważnej sprawie, porywcza osoba nie będzie siedzieć cicho, gdy idzie zawalczyć o prawdę.
Lub też dwulicowość- tak, to też można "przemienić" w coś pozytywnego, wyzbywając się jej uprzednio jako takiej. Kiedy? Głównie w sprawach rozmaitych życiowych ról. Niekiedy pełnimy kilka funkcji naraz, dajmy na to - pewien mężczyzna prowadzi firmę, w której pracownikiem jest jego żona. W domu i wszędzie indziej wiadomo - traktuje ją jak swoją ukochaną, patrzy w ten szczególny sposób. Jednak w pracy np. na zebraniu firmy musi odnosić się do niej jak do pracownika i patrzeć obojętnie (przynajmniej tak być powinno). Lub też nauczycielka, która ma w klasie swoją córkę - w szkole traktuje ją jak każdego innego ucznia. Powiecie - wiadomo, oczywistość. Jednakże, gdy człowiek znajdzie się w takiej sytuacji, to niekiedy trudno "przeskoczyć" z jednej roli na drugą. I takiej osobie, która w przeszłości była dwulicowa, będzie łatwiej.  Kiedyś musiała udawać, że kogoś lubi, wprawiła się w tym; w patrzeniu przyjaźnie, gdy w środku chciała drugiej osobie coś zrobić. Teraz wyzbyła się już tej cechy, jednakże ta "umiejętność" modyfikowania swojego stosunku do kogoś w zależności od okoliczności została.
Lub też nieśmiałość - osoba nieśmiała skupia się bardziej na tym co ktoś mówi, częściej zauważa kto w jakim jest nastroju, jest bardziej nastawiona na wnętrze. Nie mówi, ale słucha. I to również może przemienić się w pozytywną cechę - wyrozumiałość, empatia itd.

Tak więc nie zmieniaj na siłę lecz stopniowo, dbaj o siebie, akceptuj niedoskonałości i myśl jakby tu złe cechy "przemienić" na dobre. (Taki trochę relatywizm, bo idąc za tym trudno właściwie określić czy dana cecha jest dobra czy zła jak np. wspomniana już wcześniej porywczość, wszystko zależy jak to wykorzystamy i w jakich okolicznościach).

Nie możemy być idealni, ale możemy do ideału dążyć - kto nam zabroni? Tylko my sami możemy to zrobić... Ideał z góry mówi nam - brak niepowodzeń. Niepowodzenia są zawsze. Sprzeczność. Bądź najlepszy jaki w tym momencie możesz być i nie słuchaj głupich ograniczających myśli, nie bój się także być lepszym od innych. Chcą cię zrównać do przeciętnej - nie daj się.

Tymże akcentem kończę mój dzisiejszy wpis,
dzięki za przeczytanie
mam nadzieję, że o mnie nie zapomnieliście
piszcie w komentarzach co sądzicie na ten temat
Trzymajcie się ciepło!
Paaaaaa! :)