czwartek, 18 sierpnia 2016

Czy jesteś tym o czym mówisz?

Heeeej Wam!:)

Dzisiaj pragnę poruszyć temat sporów o wartości/przekonania. Nie mówię "gusty", bo nie chodzi mi o sprawy błahe, przeciwnie; o sprawy duchowe, światopoglądowe... Duchowe, jednak rozumiane szeroko, nie zawężane do konkretnej religii, pojmowanie przez różnych ludzi w różny sposób. Każdy z nas ma swoją hierarchię wartości, jednakże one u poszczególnych osób są odmienne, to jasne. Jeden stawia wyżej to, drugi co innego. To samo z przekonaniem czy wiarą. Jeden wierzy w energię dobrą, czy złą, drugi w osobowego Boga, a trzeci w przypadek. Spotykamy ludzi z każdej tej "kategorii" jeśli mogę to tak ująć na co dzień. I nierzadko nawiązują się między nami spory, słowne sprzeczki o wartości, istotę... przekonywania, stawianie na swoim etc... Najczęściej jednak rezultat takiej "dyskusji" jest znikomy, bo strony nadal obstają przy swoim, a mogły się tylko popsuć ich wzajemne relacje. Co robić zatem, nie przekonywać, nie ukazywać swoich wartości? Ukazywać, przekonywać. Ale słowa nie są jedyną drogą, są powiedziałabym jedną z wielu i raczej jedną z tych mniej skutecznych. No bo jaki normalny człowiek wierzy samym suchym słowom, zwłaszcza gdy one kłócą się, wręcz zaprzeczają jego wewnętrznemu głosowi, jego prawdzie, która ugruntowała się w nim przez lata. Człowiek ma to do siebie, że gdy jego idee są atakowane, to on automatycznie, nawet gdy  ma chwilowe wątpliwości, to będzie zaciekle bronił tego, co przez większość czasu uważa za słuszne. Tak więc jeśli jeśli nie słowa to co?

Kiedyś słyszałam, że na końcu... że na tym prawdziwym końcu wybroni się tylko miłość i to co się w niej zawiera. Tak więc wszystko, co wówczas zostanie będzie prawdą, bo w miłości nie może znajdować się fałsz. Co będzie prawdziwe przetrwa i wtedy tak naprawdę zobaczymy w całości co było czarne, a co białe. Teraz możemy tylko przypuszczać, przeczuwać i odczuwać, bo dobro szeroko promieniuje i iść tam gdzie wyczuwamy słuszność, oby ku dobru. Oby to, co mamy za dobro faktycznie nim było, oby nasze teraźniejsze odczucia co do niego były klarowne, niczym niezmącone.
 Jeżeli na końcu wszystkiego, jakkolwiek by tego "wszystko" nie rozumieć, zostanie tylko miłość, to znaczy, że każdy nasz dobry czyn nie uleci gdzieś w próżnię, tylko będzie z nami wciąż.

Jak to się ma jednak do dyskusji? Po kolei. Tak więc po co atakować się nawzajem słowami i wytykać sobie.. "zaorać rozmowę", zagiąć kogoś... Argumenty będą szły za argumentami i nie będzie im końca. Głosisz jakąś wartość, przekonanie? Wykonuj to. Chcesz kogoś przekonać, że Bóg istnieje? To zadaj sobie pytanie; czy po Twoim zachowaniu widać nie tyle, że wierzysz w Boga, jak to, że wierzysz Bogu? Co to znaczy? Ano to, czy widać po Tobie, że jesteś SZCZĘŚLIWY? Ale nie tak na chwilę i nie na pokaz.  Nie chodzi tu o wymuszony uśmiech. Wiadomo, że każdy ma trudne chwile w których jest przybity, ale są to chwile, a nie większość czasu. Czy masz w sobie wewnętrzny POKÓJ, który jest znakiem obecności Boga w Tobie? Czy masz w sobie życie i to życie w obfitości? "Po owocach ich poznacie". No i w końcu czy rozdajesz innym te dary nie tracąc ich w żadnym stopniu (szczęście, pokój, chęć do życia...), które otrzymałeś od Boga? Jeśli nie... to kto Ci uwierzy, że Twój Bóg istnieje? Jeśli chodzisz smutny, zły... nie masz w sobie tej miłości, tego żaru od Boga, nie masz chęci do życia. Powiesz, że to trudne, że jesteś zniechęcony, że Ci się nie chce próbować... okay to zrozumiałe, każdy jest w innej sytuacji. Więc nawróć się najpierw Ty, a później próbuj nawracać innych. Gdy już przylgniesz do Boga, tak, że naturalnym stanie się ukazywanie tegoż przylgnięcia własnym życiem, wtedy będziesz miał innym do zaoferowania znacznie więcej niż tylko zwykłe słowa, dowody i "zagięcia". Będziesz miał w sobie tę miłość, tą radość, której wielu Ci będzie wówczas zazdrościć. I będą się po cichu zastanawiać "dlaczego on taki wesoły, jaki jest powód jego radości?"

Ten mechanizm można było zauważyć chociażby podczas ŚDM. Widząc tą głośną, rozśpiewaną młodzież z całego świata na ulicach, w tramwajach, wielu zastanawiało się "co ich tak cieszy?" Cóż jeśli ktoś ma szczęście, jakiekolwiek, to zazwyczaj mówi o tym, chce się z kimś owym szczęściem podzielić.
Analogicznie, jeśli ktoś ma miłość to chce się nią dzielić. Bo jeśli tylko miłość pozostanie...to zróbmy jej jak najwięcej. Niezależnie od tego w co kto wierzy. Jeśli Twoje przekonania są prawdą, to nie bój się, bo zostaną. Jeśli to co robisz jest dobre, to owoce Twoich czynów będą dobre i będą trwać. Jednak dopóki, to w gmatwaninie i chaosie świata teraźniejszego... po prostu kochaj, najmocniej jak potrafisz, okazuj innym, chociażby przez najprostsze czyny, uśmiech, pragnienie dobra dla drugiej osoby, niezależnie od tego w co wierzy. Ja jako katoliczka oczywiście chciałabym, żeby wszyscy też tacy byli, ale, że aktualnie tak nie jest, to chcę, jak mi się wydaje, po prostu dobra, której źródłem jest miłość. Dla Was wszystkich. I tej miłości Wam życzę, nie poddawajcie się w walce o nią.

To co jest najbardziej wartościowe przychodzi najtrudniej. Miłość nie jest łatwa. Ale jest chyba jedynym wspólnym mianownikiem dla różnych przekonań. Bo każdy ma w sobie jej pragnienie. Więc walczmy o nią, by przejawiała się w naszych czynach, choć to czasem bardzo trudne. Nie musi, a raczej nie powinna być przereklamowana, taka jak się ją głosi w mediach, filmach... miłość to zwykły uśmiech, zrezygnowanie z czegoś dla drugiej osoby, podanie ręki na zgodę, ciche kibicowanie by komuś się w czymś powiodło, nawet jeśli za tą osobą nie przepadamy, wsparcie w trudnej chwili, przywrócenie do pionu, ciepłe słowo, obecność...

Walki o taką miłość Wam życzę z całego serca. A prawda... ta prawda, o którą się toczą tak zażarte dyskusje... jeśli będzie ją naprawdę to przetrwa. Póki co kochajmy.

***

Post "ozdabiam" kilkoma zdjęciami z mojego niedawnego pobytu w Chorwacji:).

Miłej reszty wakacji!
Trzymajcie się!
Paaaaaa! <3









PS: Niedawno minął rok tego bloga. Jestem szczerze zaskoczona, bo zazwyczaj blogi miałam krócej... Pozytywnie zaskoczona :D. Dziękuję za dotychczasowe 18 tysięcy wejść i prawie 100 obserwacji. Dzięki Wam mam motywację do pisania tego bloga. Oby Was było tu jak najwięcej :).

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Światowe Dni Młodzieży! :)

Heeej Wam :).

Trochę długo nie pisałam, ale to dlatego, że najpierw byłam na Oazie Letniej, później ledwo parę dni przerwy i zaczęły się Światowe Dni Młodzieży, najpierw w diecezjach, a następnie oczywiście w Krakowie :).

Jak mi się podobało? Po kolei... Dni w diecezjach zaskoczyły mnie otwartością i taką fajną mentalnością ludzi przybyłych, zwłaszcza tych z innych kontynentów. Kurcze... a mówi się, że to europejska cywilizacja jest" najlepsza", akurat. Nie zawsze. W porównaniu z takimi młodymi z Ameryki, Afryki, Azji, to Europejczycy są... dość chłodni powiedziałabym. I cisi haha :D. Wiadomo, nie wszyscy, ale jednak. Tak, czy inaczej... xD. Podczas dni w diecezji miałam okazję być wolontariuszem, a więc też jeździłam z tymi młodymi to tu to tam do okolicznych miast i wsi. Miałam również okazję sprawdzić swój angielski i podszkolić go nieco, naprawdę ile się podczas tych kilku dni po angielsku nagadałam, to nie robiłam tego przez cały rok na lekcjach xD. Nawet udało mi się porozumieć haha, gorzej z niemieckim, ale coś tam sobie sukcesywnie przypominałam. Nauczyłam się też paru słówek po hiszpańsku :)). W sobotę 23 lipca pod koniec już dni w diecezjach, było czuwanie na Podpromiu w Rzeszowie... tyle ludzi co tam było z tak wielu krajów (!!) tacy rozbawieni, głośni, sympatyczni :))). Mega po prostu. Ale do było dopiero hmm... preludium przed Krakowem.
Tam też wyjechaliśmy 25 lipca po Mszy posłania, która była w Rzeszowie. Pierwszego dnia nic ciekawego się nie działo, ale już od 26 lipca na ulicach były tłumy, wszędzie głośno i radośnie. I tak też miało być :)). Haha ta jazda w tramwajach, jak w puszce i śpiewanie po drodze haha, nie sądziłam, że są one w stanie pomieścić tak wiele ludzi :D . Można było iść w miasto i porozmawiać z kimkolwiek, do wyboru, każda nacja, to fantastyczne móc poznawać tak różnorodnych ludzi:).
Ważnymi momentami były dla mnie także, a raczej przede wszystkim momenty, w których mogłam zobaczyć i posłuchać papieża Franciszka. Z bliska udało mi się go widzieć 3 razy, 2 razy w środę - jak przejeżdżał Papa Mobile oraz pod Oknem Papieskim i raz w czwartek jak jechał tramwajem:).
Z tym Oknem Papieskim to było ciekawie, bo w życiu bym się nie spodziewała, że uda mi się podejść tak blisko. Na Franciszkańskiej znalazłam się jakoś po 17stej odstałam swoje w kolejce do kontroli (zabrali mi dezodorant haha) i o 17:30 byłam już na tym placu. Ludzie siedzieli i oglądali coś na telebimie porozkładani jak na pikniku, to pomyślałam sobie, że bardzo łatwo jest się dostać między nimi do przodu. Tak też zrobiłam :D. Podeszłam jak najbliżej się dało czyli do 3 czy tam 4 rzędu, bo przody stały nieustraszone haha^^. I tak już zostałam. O 20 przyjechał papież, a około 21:15 pokazał się w oknie i wygłosił krótkie przemówienie na temat zmarłego niedawno wolontariusza. Później się pożegnał i życzył dobrej nocy:).
To było dla mnie duże przeżycie, jak i dla wszystkich wokoło. W końcu rzadko można zobaczyć i posłuchać papieża na żywo:).

Co jeszcze mnie urzekło w ŚDM? Piątkowa katecheza prowadzona przez  dwóch biskupów o Bożym miłosierdziu, a najbardziej jedno pytanie; "Komu należy okazać większe miłosierdzie; oprawcy czy ofierze?" pytanie wydaje się problematyczne, jednak zaraz padła odpowiedź; "oprawcy".
A także fakt, iż biskup miłosierdzie widział po prostu w rozświetlonym niebie, na tle którego podnosił Hostię, jak się nam zwierzył.
Piątkowa Droga Krzyżowa na Błoniach, w której uczestniczyły setki tysięcy młodych również mocno do mnie trafiła, te rozważania...
Cóż jeszcze? Druga strona ŚDM-u. Tak druga. Ludzie pracy, ludzie których nie widać, którzy nie są żadnymi tam organizatorami, ani osobami z takich czy innych sztabów (ci oczywiście też są bardzo bardzo ważni). Kto więc? Np . Pracownicy z McDonaldu, którzy w godzinach szczytu tj. porze obiadowej mieli tak średnio licząc minutę na wydanie 30 zamówień. Uwijali się jak mogli, ciągle spóźnieni, lody się topiły, frytki rozsypywały a cola wylewała. W pewnym momencie jedna pracownica poślizgnęła się na tej coli i upadła jak długa. Trochę się przestraszyłam patrząc na to wszystko nie powiem, jednak ta zaraz wstała i poszła dalej pracować. Z początku mnie to zdegustowało, w sensie ona i ta reszta pracowników, którzy pomimo wylanej coli biegali nadal się na niej ślizgając, by zdążyć do wygłodniałych pielgrzymów. Przez chwile zastanawiałam się jak oni tak mogą, że taka praca jest po trochu wykorzystująca/poniżająca/niegodna/brakuje mi słowa. Zaraz jednak zreflektowałam się i ogarnął mnie podziw. Tak podziw dla tych ludzi. Taka służąca-uświęcająca praca... Uświęcająca, bo służba uświęca. Nikt na nich nie zwraca uwagi, ale to dzięki nim, możemy szybko, pożywnie, smacznie i tanio, wówczas gdy w restauracji byłoby wolno, nie zawsze smacznie i drogo. Zakładam oczywiście, że ludzie, którzy chodzą do fast-foodów uważają je za smaczne, ja niekoniecznie, w Macu kupuję zazwyczaj lody.
Tak, czy inaczej... byli oni jedną z par rąk, na których spoczął ciężar platformy. Wielkiej i ciężkiej platformy na której stał napis "ŚDM" (w przenośni oczywiście, wiecie co mam na myśli).
Albo inni ludzie - sprzątacze ulic. Teraz już nie mogli wykonywać swej pracy wczesnym rankiem, gdy nikt nie widzi. Musieli w środku dnia, tam gdzie tłumy, nieustannie, zbierając i zbierając, by Kraków nie pokazał się w telewizji broń Boże z tej brudnej strony i słusznie!
O nich też należy pamiętać. Nie mieli identyfikatorów ani plecaków, ale też uczestniczyli i to bardzo w tych właśnie Dniach.
Następnie; liczne służby porządkowe; policjanci, strażacy, ekipy ratunkowe, strażnicy miejscy. Wszyscy ci musieli wykorzystać maksimum energii i często po nocach wykonywać swój zawód. Przeszukiwać, pilnować, strzec, by wszystko to udało się w miarę bezpiecznie. Respekt dla nich!

Na Światowych Dniach Młodzieży urzekła mnie także dobra organizacja. Ogarnąć milionowy tłum to naprawdę wielkie wyzwanie.
Kraków się spisał i to jak:).

Kulminacją ŚDM-u były oczywiście dwa dni w Brzegach. Było hmm ciekawie :D. Zaczęło się już na samym początku, czyli dojście; w pierwszą stronę 8 kilometrów, a w drugą 12 i to w upale. Cóż... daliśmy radę xD. W sumie to jestem zadowolona, bo była to niejako zaprawa przed pielgrzymką, na którą mam nadzieję się wybiorę :)).
W sobotę wydarzeniem centralnym było czuwanie, na którym papież wygłosił bardzo ciekawą i jakże aktualną mowę, o "młodych kanapowych". Później był koncert, na którym można było posłuchać znanych wokalistów, pośpiewać, potańczyć, poszaleć, no wiadomo jak to na koncercie:D. I zapadła bardzo zimna noc, którą spędziłam leżąc na plecaku i pelerynie przeciwdeszczowej haha, no cóż nie chciało mi się tyle kilometrów taszczyć jeszcze śpiwora i karimaty to miałam za swoje, nie spałam w ogóle, no może z 15 minut. Ale to nic:)). W niedzielę była Msza Św. kończąca ŚDM; papież zachęcał do pozostania w tej radości, bycia odważnym i powiedział, że prawdziwe ŚDM dopiero się zaczną po powrocie do naszych miejsc zamieszkania... tj. rozdanie tego co się otrzymało od Boga swoim bliskim i dalekim. 
Następnie ŚDM w Panamie, wow! Tego to się nie spodziewałam :). Podjęłam od razu decyzję, że jadę, nie wiem jak haha, ale do tego czasu coś się wymyśli. To będzie w 2019 roku, czyli będę wówczas miała 21 lat:). Jeszcze młodzież :D.

Podsumowując jestem bardzo zadowolona z uczestnictwa w Światowych Dniach Młodzieży, napełniły mnie wiarą w to, że się uda! Nieważne co... ale uda się. Jeśli świat ma taką młodzież... :D.

To tyle tak w skrócie co mam Wam na teraz do przekazania na temat ŚDM-u.
A Wy byliście? Jak nie to, czy oglądaliście relację? Co sądzicie na temat tegorocznych ŚDM jak i samej inicjatywy? Jakie wrażenia?
Czy byliście, czy nie, piszcie w komentarzach :))

Teraz lecę się pakować, bo jutro, po raptem jednym dniu odpoczynku znów wybywam, tym razem do Olsztyna, aa już nie mogę się doczekać:)).
3majcie się
Paaaa :)
*i kilka zdjęć z tych Dni*






















niedziela, 26 czerwca 2016

Pobyt w Anglii :).

Hejka! :)

Dziś jest ta notka, którą zapowiadałam i która miała być już kiedyś, a mianowicie o moim pobycie w Anglii w dniach 15 do 21 czerwca :).
Oczywiście ze zdjęciami.
Zaczynamy.

Dzień 1

Zaraz po szkole, o 15 pojechałam do Krakowa, a później na lotnisko do Balic. Odprawa itd, wyczekałam się dość długo, a na dodatek samolot miał opóźnienie ale ok, wystartowaliśmy.
Późno już wieczór po 2 h lotu doleciałam do Londynu. Tata na mnie czekał, podjechaliśmy busem na parking i samochodem do taty domu, który mieści się w północnej części Londynu w dzielnicy Enfild.

Dzień 2

Zaczynamy zwiedzanie :). Tego dnia pojechaliśmy do centrum Londynu. Najpierw pod twierdzę Tower i Tower Bridge, tam zdjęcia wiadomo hehe, później płynęliśmy naprawdę szybkim statkiem... hmm co było w zasadzie dość dziwne, bo płynąc Tamizą równolegle do jezdni statek "wyprzedzał" samochody. Cóż ciekawe doświadczenie. Tamizą dopłynęliśmy pod London Eye, tego dnia jednak było pochmurno i stwierdziliśmy, że wybierzemy się na nie nazajutrz. Następnie poszliśmy na pizze, która była hmm niedobra:D <szukaliśmy KFC ale nigdzie w okolicy nie było>. W międzyczasie akurat Anglia grała z Walią, więc na ulicach stosunkowo mało ludzi, natomiast restauracje i puby wypełnione po brzegi. Zaszliśmy do jednej restauracji akurat na ostatnie 5 minut meczu. Hmm ciekawie... ci Anglicy tacy zdenerwowani, bo mecz miał się już ku końcowi, a tu ciągle remis... bodajże w 90 minucie w końcu gol dla Anglii... i co tam się działo haha można sobie wyobrazić, wszyscy Anglicy krzyczeli i skakali, a my z tatą śmialiśmy i też trochę krzyczeliśmy dla beki, żeby się do nich wpasować ;). No i ta xD. Po meczu podjechaliśmy pod Royal Castle. Akurat natrafiliśmy na zmianę warty. Na pewno znacie tych słynnych strażników. W rzeczywistości są jeszcze bardziej sztywni niż myślałam, te ich ruchy haha :D. Ale cóż, taka tradycja. Tylko tradycja, bo obok nich chodzili normalni już strażnicy, którzy to rzeczywiście pilnowali zamku. Obok pałacu jest także piękna fontanna, do której wrzuca się pieniążki z życzeniem "żeby jeszcze raz pojechać do Londynu" coś na wzór tej włoskiej. Obok jest też park, w którym jednak nic ciekawego, jak się przekonałam, nie ma.
Później wróciliśmy do domu, by zdążyć, bo o 20 czasu angielskiego był mecz Polska- Niemcy :).


twierdza Tower
 tower Bridge



 na statku



 London Eye

 Royal Castle

 fontanna przy Royal Castle
 nudny park xd
 budka telefoniczna

 wieczorem przed meczem byłam jeszcze na spacerze z psem taty w parku obok, nie wygląda jak typowy Londyn prawda?
 niedobra pizza xd

Dzień 3

Tego dnia po wystaniu się w kolejce po bilet i następnie w wyjątkowo krótkiej tym razem kolejce na samo koło, przejechaliśmy się na London Eye. Koło faktycznie jedzie dość wolno, więc wszystko można dokładnie obejrzeć. Ach co za widoki :D. Pogoda była dobra, więc widać było całą panoramę Londynu. Świetna sprawa, że coś takiego jak London Eye istnieje haha. Później poszliśmy do oceanarium, które wcale nie wyglądało jak te na filmach, z początku bardziej jak akwarium haha, niemniej jednak bardzo mi się podobało. A najbardziej to rekiny ^_^ i małe fioletowe rybki, które były taaakie piękne.
Kolejnym naszym celem był dworzec Kings Cross, a konkretnie peron 9 i 3/4. Ten słynny peron z Harrego Pottera. Chciałam tam iść, by zrobić sobie zdjęcie z wózkiem, który jest wmurowany w ścianę <jeśli oglądaliście/czytaliście Harrego to wiecie ocb ;)>. No i ok dotarliśmy, szukamy peronu... a tam taaaaka ogromna kolejka, by zrobić sobie to zdjęcie. Stała tam taka dziewczyna, która miała różne gadżety typu szalik czy różdżka i facet, który te zdjęcia odpłatnie robił swoim aparatem <można było też oczywiście swoim własnym za darmo>. Wystałam się w tej kolejce równe 2 godziny, ale było warto, bo zdjęcie wyszło bardzo dobrze:). Aa i można sobie było wybrać w jakim szaliku się chce zdjęcie, ja wybrałam oczywiście szalik Gryffindoru :)). Następnie poszliśmy do sklepu Harrego Pottera, który był zaraz obok. A tam... *_* tyle gadżetów z tym filmem związanych, oczywiście po mocno wygórowanych cenach, ale co tam. Nie mogłam się zdecydować co kupić, ale w końcu wybrałam czerwoną koszulkę z Gryffindoru, bryloczek z logiem Hogwartu i fasolki wszystkich smaków :). Bardzo byłam zadowolona, że się tam wybrałam <3.
To tyle ciekawszych zdarzeń z tego dnia :)).

London Eye



Screeny zdjęć z oceanarium, ponieważ było ich naprawdę dużo



Peron 9 i 3/4
 sklep Harrego Pottera
 koszulki, szaliki, gadżety
 koszulki *_*
 nawet różdżki
 fasolki wszystkich smaków

podkładki, ołówki etc.

Dzień 4 

Tego dnia byliśmy przede wszystkim w muzeum figur woskowych Madame Tussauds, do którego wyjątkowo była naprawdę mała kolejka. Udawało nam się z tymi kolejkami nie powiem ;). A tam cóż... wiadomo same gwiazdy; filmu, muzyki, sportu, polityki... :) Co jest fajne w tym muzeum to to, że można dotykać, przyglądać się z bliska, praktycznie nikt nie pilnuje... jak jest to w naszych muzeach. Zeszło pół dnia haha, bo jeszcze pod koniec zwiedzania puszczali film 4d o superbohaterach haha;). Później oczywiście sklepik, ale już nic nie kupowałam.
Tego dnia zaszliśmy także na Baker Street 221b, gdzie to mieści się dom słynnego Sherlocka Holmesa. I oczywiście... sklepik :)).
Później poszliśmy na Picadilly Circus gdzie jest... billboard... podobno znane miejsce haha :D.
Na 18 byłam w polskim kościele na niedzielnej Mszy Św. <to była sobota> . Poczułam się przez chwilę jakbym była w PL :).
Zobaczcie sami niektóre zdj :D.















Dzień 5 

Tego dnia wybraliśmy się nad morze ( a konkretnie kanał La Manche) do Bognor Regis. Byłam już tam w dzieciństwie 2 razy, dlatego też, z sentymentu, wybrałam to właśnie miejsce. Pogody zbytniej na plażowanie nie było,plaża prawie pusta toteż chodziliśmy po miasteczku, trochę po plaży, molo, a później poszliśmy na basen. Oczywiście do zdjęć przy morzu udawałam, że mi bardzo gorąco i zdjęłam nawet bluzę haha :D.
Znalazłam na plaży kilka muszelek i takie charakterystyczne białe kamyczki. Bo plaża tam jest kamienista.  Pomimo wietrznej, pochmurnej i średnio ciepłej aury postanowiłam sprawdzić ciepłotę morza. Cóż... cieplejsze od Bałtyku, to na pewno ;).
Zjedliśmy dobrą tym razem pizzę... haha:). Niestety albo stety była tylko na wynos, więc zjedliśmy all inclusive na ławce z widokiem na morze haha :D.
Nawet za tą chwilkę na plaży trochę mnie opaliło, kto by pomyślał :).






 tłumy na plaży xd
 dobra pizza xd
 miasteczko

Dzień 6

Ten dzień był dniem zakupów. Chcieliśmy pojechać na Oxford Street, ale okropnie padało od samego rano, więc postanowiliśmy pojechać do galerii West Stratword. Cóż... taka trochę kilka największych polskich galerii ;)). Szło się zgubić naprawdę xd.
Głównie kupowałam w Primarku i New Looku, może w kolejnym poście pokażę Wam moje zakupy, bo na dzisiejszy post to by już było za wiele haha :).
Kilka zdjęć z galerii;
 tutaj też był koszulki z HP, tyle że trzy razy tańsze niż z oryginalnego sklepu ;).





Dzień 7

Ostatni dzień w Anglii... Tego dnia w sumie niewiele się działo, pakowanie itp. Byliśmy tylko w parku z psem taty haha ^^ i pakowałam się tak żeby nic nie zapomnieć... oczywiście że i tak zapomniałam xD No ale.. ja to ja. Szkoda tylko, że ową zapomnianą rzeczą były moje ulubione czerwone conversy >.<, no ale za niedługo je odzyskam, bo mi je tata w paczce wyśle. Cóż :D.
O 14 wyjechaliśmy na lotnisko, bo mogły być korki, na szczęście nie było i już o 15 byliśmy na miejscu. Odprawiłam się, pożegnałam z tatą i poszłam czekać.. i czekać. Usiadłam z dala od sklepów, coby mnie nie kusiło coś kupować, bo gdzie jak gdzie, ale na lotnisku to się naprawdę nie opłaca, bo ceny średnio o 300% droższe.  
O 18 czasu angielskiego miałam samolot <akurat wtedy co był mecz Polska-Ukraina haha, ale pilot nam przez drogę powiedział wynik ;)>
O 20 czasu angielskiego, a 21 czasu polskiego wylądowałam w Krakowie. Czekał na mnie kuzyn z żoną i zabrali mnie do siebie na przenocowanie.

I tak oto skończył się mój wyjazd do Anglii :). Podsumowując był on bardzo udany ^^.

Notkę tą pisałam hm.. równe 2 godziny, najdłużej schodziło z wyborem odpowiednich zdjęć:).
Mam nadzieję, że wpis Wam się podobał .
Czekam na Wasze komentarze.

Trzymajcie się!!
Paaaaa! :)